Przejdź do zawartości Przejdź do Menu głównego Go to English version Przejdź do Stopki strony

Kiedy jakość jest oczywistością

Lubię rzeczy, które działają: samochód, który rano odpala, ekspres, który robi kawę po naciśnięciu jednego przycisku, czy telefon, który łączy się z siecią, zanim zdążę pomyśleć, że właściwie powinien to zrobić. Im dłużej z nich korzystam, tym mniej zastanawiam się nad tym, dlaczego działają. Przyjmuję to za oczywistość. Dopóki wszystko funkcjonuje jak należy, właściwie nie myślę o tym, ile pracy potrzeba, żeby tak właśnie było.

Z domenami internetowymi jest podobnie. Wpisuję adres i oczekuję, że za chwilę pojawi się właściwa strona. Wysyłam wiadomość i zakładam, że trafi ona do adresata. Nie zastanawiam się przy tym, co dzieje się gdzieś po drodze. Nie analizuję pracy serwerów DNS, nie myślę o procedurach, systemach i ludziach, którzy dbają o to, żeby cały ten skomplikowany mechanizm działał. I, co najważniejsze, działał dobrze. A przecież domena dawno przestała być tylko adresem strony internetowej. Jest częścią marki, adresem poczty elektronicznej, elementem sklepu, bankowości, systemów administracji czy uczelni. Czasami stoi za nią cały biznes. Dopiero kiedy coś przestaje działać, odkrywamy, jak wiele od tego niepozornego adresu zależy.

Dlatego tak ważny jest certyfikat ISO 9001, który posiada NASK. A właściwie nie sam certyfikat, bo dokumenty, pieczęcie i numery norm nie należą do rzeczy, które szczególnie pobudzają wyobraźnię. Ciekawsze jest to, co za nim stoi.

ISO 9001 brzmi technicznie i trochę tajemniczo. Jest to norma dotycząca systemu zarządzania jakością. Co jednak znacznie ważniejsze z punktu widzenia domeny .pl, system ten obejmuje procesy realizowane w NASK związane z rejestracją i utrzymywaniem domen internetowych. Nie chodzi więc o certyfikat NASK, który przy okazji można powiązać z Rejestrem. Rejestracja i utrzymywanie domen znajdują się w samym centrum certyfikowanego systemu zarządzania jakością. I tu zaczyna się najciekawsza część tej historii.

Najpierw trzeba wiedzieć, co znaczy „dobrze”

Przez długi czas jakość kojarzyła mi się przede wszystkim z produktem. Samochód miał być bezawaryjny, buty nie rozpaść się po kilku miesiącach, a ekspres robić dobrą kawę. Świat wydawał się pod tym względem dość prosty. Z usługami jest trudniej. Nie wystarczy przecież sprawdzić gotowego produktu i stwierdzić, czy spełnia wymagania. Trzeba przyjrzeć się temu, jak powstaje. A właściwie całemu procesowi, który prowadzi do tego, że za każdym razem otrzymujemy właściwy efekt. I właśnie tutaj pojawia się ISO 9001.

W dużym uproszczeniu norma każe przyjrzeć się temu, jak organizacja działa, jak wyglądają jej procesy i kto za nie odpowiada. Trzeba także przewidzieć, gdzie mogą pojawić się błędy, jak można im zapobiegać i jak reagować, kiedy jednak się pojawią. I wreszcie, co zrobić, żeby jutro działać trochę lepiej niż dzisiaj. Niby oczywiste. Tyle tylko, że w dużej organizacji, obsługującej infrastrukturę ważną dla funkcjonowania polskiego internetu, nic nie jest już takie proste. Trzeba jasno określić odpowiedzialność i uprawnienia, zadbać o sprawną komunikację, kontrolować procesy, analizować błędy i reklamacje i dbać o współpracę z Partnerami. A potem robić to wszystko od nowa, bo zmieniają się technologie, oczekiwania klientów i sam internet też nie stoi w miejscu. Właśnie na tym polega system zarządzania jakością. Nie na jednorazowym uporządkowaniu procedur, ale na ich ciągłym doskonaleniu. Bezpośrednimi efektami funkcjonowania tego systemu są m.in. usprawnianie procesów biznesowych, wyraźne określenie odpowiedzialności pracowników, poprawa komunikacji wewnętrznej, a w konsekwencji zmniejszanie liczby błędów i reklamacji.

To nie zaczęło się wczoraj

Historia ISO 9001 w Rejestrze domeny .pl rozpoczęła się w 2002 roku, gdy podjęto decyzję o wdrożeniu systemu zarządzania jakością. Zwieńczeniem tych prac było uzyskanie przez NASK certyfikatu zgodności z normą ISO 9001 w marcu 2004 roku. Internet wyglądał wtedy zupełnie inaczej. Facebook dopiero powstawał, a YouTube jeszcze nie istniał. O smartfonach w dzisiejszym rozumieniu nikt właściwie nie mówił. Sama domena .pl była też nieporównywalnie mniejsza niż obecnie. Właśnie wtedy NASK uzyskał certyfikat potwierdzający zgodność systemu zarządzania jakością z wymaganiami normy ISO 9001. I nie byłoby w tym może nic niezwykłego, gdyby nie jeden szczegół. NASK był pierwszym na świecie rejestrem domen internetowych, który uzyskał certyfikat zgodności systemu zarządzania jakością z wymaganiami normy ISO 9001. Certyfikat posiada nieprzerwanie od marca 2004 roku.

Minęły od tego czasu ponad dwie dekady. W świecie nowych technologii to niemal epoka. Zmieniły się technologie, zmieniły się oczekiwania użytkowników, zmienił się rynek domen i zmienił się sam Internet. System zarządzania jakością musiał zmieniać się razem z nimi. I chyba właśnie dlatego bardziej niż sam fakt otrzymania certyfikatu ważna jest jego ciągłość. Certyfikat można otrzymać. Znacznie trudniej przez kolejne lata utrzymywać system, poddawać go audytom, poprawiać.. Bo w certyfikacji jest coś, co bardzo lubię. Nie wystarczy powiedzieć, że coś robimy dobrze, gdyż może przyjść ktoś z zewnątrz, kto powie: sprawdzam. Certyfikat jest więc niezależnym potwierdzeniem, że działania związane z rejestracją i utrzymywaniem domen są prowadzone według określonych, jednolitych zasad.

Jakość, ale dla kogo?

To pytanie wydaje mi się szczególnie ważne. Można przecież stworzyć doskonałe procedury, piękne instrukcje i skomplikowane systemy, które niewiele zmienią z punktu widzenia ich użytkowników. W ISO 9001 nie o to chodzi. Polityka jakości NASK w zakresie rejestracji i utrzymywania domen zakłada dążenie do jak najwyższego poziomu satysfakcji klientów, ograniczania liczby błędów oraz ciągłego doskonalenia współpracy z Partnerami, czyli rejestratorami współpracującymi z NASK. To ważne, bo użytkownik końcowy zazwyczaj nie widzi procesów. Widzi ich rezultat: domena została poprawnie zarejestrowana albo nie, zmiana została prawidłowo przeprowadzona albo pojawił się problem, system działa albo przestaje działać. Jakość, o której mówi ISO 9001, nie kończy się więc na dokumentacji. Powinna być widoczna właśnie tam, gdzie użytkownik najrzadziej o niej myśli: w powtarzalności, przewidywalności i sprawnym działaniu procesów.

A potem pojawia się bezpieczeństwo

Sama jakość to jednak nie wszystko. Można mieć świetnie zorganizowane procesy, ale w przypadku infrastruktury internetowej muszą być one przede wszystkim bezpieczne. I tutaj historia ISO w NASK ma swój drugi rozdział. W 2017 roku NASK po raz pierwszy uzyskał certyfikat systemu zarządzania bezpieczeństwem informacji. Obecny certyfikat potwierdza zgodność z normą ISO/IEC 27001:2022, a w zakresie certyfikacji wprost wymieniona została obsługa Rejestru domeny .pl. ISO 9001 i ISO/IEC 27001 dotyczą innych rzeczy, ale bardzo dobrze się uzupełniają.

Pierwsza norma każe przyglądać się jakości: procesom, odpowiedzialności, błędom, komunikacji i temu, co można zrobić lepiej. Druga skupia się na bezpieczeństwie informacji i ryzyku. Czyli ISO 9001 pyta: czy robimy to dobrze i czy możemy robić to lepiej? A ISO/IEC 27001 dodaje: a czy robimy to bezpiecznie? W przypadku Rejestru domeny .pl trudno mi sobie wyobrazić jedno bez drugiego.

Certyfikat nie zrobi wszystkiego

Oczywiście sam certyfikat nie sprawi, że procesy będą działały idealnie. Nie zastąpi ludzi, odpowiedniej infrastruktury ani codziennej pracy nad jej doskonaleniem. I dobrze o tym pamiętać. Jakość Rejestru zbudowana jest z wielu elementów. Są wśród nich procedury, technologie i ludzie. ISO 9001 pozwala jednak spojrzeć na nie razem. Nie traktować jakości jak czegoś, co można raz osiągnąć i o tym zapomnieć, ale jak proces. A proces ma tę niewygodną cechę, że właściwie nigdy się nie kończy. Zmieniają się technologie, więc trzeba zmieniać sposób działania. Pojawiają się nowe potrzeby, więc trzeba przyjrzeć się procesom. Coś zawiodło? Trzeba ustalić dlaczego. Pojawiają się błędy? Trzeba znaleźć ich przyczynę. Coś można zrobić lepiej? Trzeba to poprawić. I tak bez końca.

W przypadku bezpieczeństwa dochodzą do tego kolejne elementy. Rejestr wykorzystuje konkretne rozwiązania techniczne, takie jak DNSSEC, pozwalający zabezpieczyć integralność odpowiedzi DNS, czy .pl Registry Lock, umożliwiający dodatkową ochronę domeny przed nieautoryzowanymi zmianami. ISO/IEC 27001 porządkuje z kolei systemowe podejście do bezpieczeństwa informacji. Jakość i bezpieczeństwo spotykają się więc w jednym miejscu: w domenie, która ma po prostu działać.

Ma po prostu działać

Wracam więc do początku. Kiedy wpisuję adres strony w przeglądarce, naprawdę nie chcę się nad tym wszystkim zastanawiać. Nie interesuje mnie wtedy norma ISO 9001. Nie myślę o zarządzaniu procesami, podziale odpowiedzialności, audytach, komunikacji wewnętrznej czy analizowaniu błędów. Chcę znaleźć się na właściwej stronie. I może właśnie na tym polega paradoks dobrze zarządzanej jakości. Im lepiej działa system, tym mniej go zauważamy. Widzimy dopiero efekt: wpisujemy adres, naciskamy Enter - strona się otwiera. Za tą prostą czynnością stoi jednak infrastruktura i procesy, nad którymi trzeba pracować każdego dnia. Nie raz na potrzeby audytu. Nie po to, żeby otrzymać certyfikat. I nie dlatego, że ktoś wymaga kolejnej procedury. Trzeba to robić dlatego, że zmienia się świat, w którym ta infrastruktura działa.